Wojciech Kościuk

radca prawny

Pomagam przedsiębiorcom bezpiecznie rozwijać biznes i podejmować trafne decyzje. Specjalizuję się w obsłudze prawnej firm, tworzeniu i negocjowaniu umów i ochronie danych osobowych… [Więcej]

Czego nie ma w umowie z S24: historia jednego udziału, który o mało nie pogrążył firmy

Jest rok 2017, Pan Marek i Pani Ewa zakładają spółkę działającą w branży produkcji okien. Wcześniej prowadzili niewielki rodzinny biznes w formie JDG, ale chcąc ograniczyć ryzyka wynikające z prowadzenia biznesu w branży produkcyjnej, zdecydowali się założyć spółkę z ograniczoną odpowiedzialnością. Klikają przez S24, bo szybko, bo tanio, bo „i tak kiedyś to zmienimy”. Pięć lat później firma ma zakontraktowaną dostawę nowej linii produkcyjnej, portfel zamówień na najbliższe miesiące i dwoje ludzi, którzy razem zbudowali coś, z czego są dumni.

Niestety pewnego dnia Pani Ewa ginie w wypadku samochodowym. Nie było długiej i ciężkiej choroby, nie było czasu, aby się przygotować. Pan Marek i Pani Ewa nie mieli dzieci, a Pani Ewa nie sporządziła testamentu. I w tym momencie okazuje się, że ta sama umowa spółki, która pozwoliła założyć firmę w trzy godziny, nie mówi ani słowa o tym, co się dzieje dalej.

Poniższa historia to zanonimizowane case study — branża, imiona, lokalizacja zostały zmienione, ale mechanizm prawny, który doprowadził do kryzysu, jest jak najbardziej prawdziwy i niestety powszechny.

We wpisie 10 zapisów, których nie znajdziesz we wzorcu S24 pisałem o ograniczeniu dziedziczenia udziałów jako jednym z zapisów, których po prostu nie da się wprowadzić do umowy spółki zawieranej przez internet.

Dziś pokazuję jak to wygląda, kiedy z teorii przechodzimy do praktyki i dlaczego jeden, z pozoru niewinny szczegół umowy spółki, może kosztować firmę płynność, nerwy i sporo pieniędzy.

Czego nie ma w umowie z S24, historia jednego udziału, który o mało nie pogrążył firmy

Punkt wyjścia: dwoje wspólników, dwa udziały, zero refleksji

Pan Marek i Pani Ewa założyli spółkę, dokładnie tak jak robi to zdecydowana większość małych firm, czyli przez S24.

Każde z nich objęło po jednym udziale o wartości 5 000 zł, razem 10 000 zł kapitału zakładowego. Zarząd dwuosobowy, oboje w zarządzie, każde zaangażowane w firmę na co dzień. Standard, jakich w KRS są setki.

Firma rosła, w pewnym momencie przyszła decyzja o inwestycji w nową linię produkcyjną. Firma zamówiła specjalistyczne maszyny u zagranicznego dostawcy, umowa podpisana, część zaliczek wpłacona, reszta w ratach rozłożonych na najbliższe miesiące. Z pozoru zwykła, ale odważna decyzja rozwojowego biznesu.

A potem Pani Ewa ginie w wypadku samochodowym. Razem z żałobą, na Pana Marka spada coś, czego się kompletnie nie spodziewał: to, że od tej pory połowa jego firmy będzie dziedziczona przez spadkobierców, a w tym przypadku spadkobiercami byli Pan Marek oraz jego teściowie, czyli rodzice Pani Ewy.

Problem nr 1: kto właściwie dziedziczy udział

Pani Ewa nie zostawiła testamentu, nie miała dzieci. W takiej sytuacji dziedziczenie ustawowe rozkłada się między małżonka i rodziców zmarłej, a to oznacza, że mąż dziedziczy tylko połowę spadku, każdy z rodziców Pani Ewy po jednej czwartej. Nie będę tu rozstrzygał, czy to dobrze, czy to źle — tak po prostu działa prawo.

Innymi słowy: jeden udział o wartości 5 000 zł, który do tej pory należał wyłącznie do Pani Ewy, z dnia na dzień staje się przedmiotem współwłasności trojga osób — Pana Marka oraz jego teścia i teściowej. I tu zaczyna się prawdziwy problem, bo ci troje nie tworzą teraz trzech niezależnych bytów w spółce, tylko jednego, wspólnego „superwspólnika”, który musi mówić jednym głosem.

Ważne! Jeżeli umowa spółki nie ogranicza ani nie wyłącza dziedziczenia udziałów, po śmierci wspólnika jego spadkobiercy nie stają się automatycznie osobnymi „małymi” wspólnikami, z których każdy wykonuje część praw przysługujących wcześniej zmarłemu. Do czasu podziału odziedziczonych udziałów są oni współuprawnieni z udziału albo udziałów należących wcześniej do zmarłego wspólnika. Zgodnie z art. 184 k.s.h. prawa z tych udziałów wykonują w spółce przez wspólnego przedstawiciela. Dopóki takiego przedstawiciela nie wskażą, poszczególni spadkobiercy nie mogą samodzielnie wykonywać praw korporacyjnych z odziedziczonych udziałów, np. oddawać z nich głosów na zgromadzeniu wspólników.

Żeby było ciekawiej: teściowie Pana Marka od lat żyli ze sobą w otwartym konflikcie, w rezultacie którego od wielu lat mieszkali osobno, a każdy z nich samodzielnie prowadził swoje gospodarstwo domowe, formalnie jednak wciąż byli małżeństwem, tyle że bez rozwodu.

Dwie osoby, które nie potrafiły się dogadać w żadnej innej sprawie od dekady, musiały teraz razem z zięciem wspólnie wskazać jedną osobę do reprezentowania ich udziału w spółce zajmującej się produkcją, o której nie miały zielonego pojęcia.

Paradoks polegał na tym, że Pan Marek sam był jednym z tych współuprawnionych: miał połowę udziału w spadku, a teściowie łącznie drugą połowę. Wspólnego przedstawiciela wybiera się większością, a połowa to nie większość. Bez zgody przynajmniej jednego z teściów Pan Marek nie mógł więc wskazać przedstawiciela, a przy braku porozumienia pozostawała droga sądowa.

Problem nr 2: inwestycja, która nie czeka na spadek

Nowa linia produkcyjna była już zakontraktowana, część zaliczek wpłacona, harmonogram dostaw ustalony. Dostawca nie interesował się tym, że w spółce trwa spór spadkowy — oczekiwał kolejnych płatności zgodnie z umową, pod rygorem sankcji umownych i wstrzymania dostawy. Własnych środków na ostatnie raty zabrakło, a pilnie spółka potrzebowała kredytu obrotowego, a to oznaczało nowe zobowiązanie.

Tu wracamy też do wątku z poprzedniego wpisu.

W spółce o kapitale zakładowym rzędu 10 000 zł próg kwotowy dotyczący czynności wymagających uchwały wspólników (wynikający z art. 230 k.s.h) był bardzo niski. Rozporządzenie prawem albo zaciągnięcie zobowiązania o wartości dwukrotnie przewyższającej kapitał zakładowy, czyli ponad 20 000 zł, wymagało uchwały wspólników, a kredyt na dokończenie inwestycji wielokrotnie przekraczał ten próg.

W normalnych warunkach wiele firm traktuje ten przepis jak formalność.

W sytuacji konfliktu rodzinno-spadkowego taka „formalność” nagle staje się jednak dodatkowym punktem zaczepienia do sporu, zarzutów i blokowania decyzji. Formalnie Pan Marek mógł zwołać zgromadzenie wspólników i przegłosować uchwałę swoim głosem, bo udział spadkowy bez wspólnego przedstawiciela nie głosował. Każda taka uchwała była jednak zaproszeniem do sporu, a gdyby przedstawiciel wskazany przez sąd lub przez współuprawnionych głosował przeciwko niemu, w spółce zapanowałby pat 1:1.

To dokładnie ten moment, w którym układ sił między stronami przestał być symetryczny.

Panu Markowi zależało na czasie, bo harmonogram dostawcy nie czekał, każdy tydzień opóźnienia stanowił realne ryzyko dla działalności operacyjnej. Rodzice Pani Ewy patrzyli na sprawę z zupełnie innej perspektywy. Nie odpowiadali za codzienną działalność spółki, nie negocjowali z dostawcą i nie ponosili bezpośredniego ryzyka utraty kontraktu, i to nie oni odpowiadali pracownikom na pytania „co dalej?”. Mogli więc czekać, podczas gdy Pan Marek potrzebował decyzji tu i teraz.

Problem nr 3: Emocje kontra bilans

Teściowie Pana Marka, mimo że sami nie potrafili się ze sobą dogadać, byli zgodni co do jednego: podejrzewali zięcia o „wyprowadzanie pieniędzy” ze spółki, żądali wglądu w dokumentację finansową, domagali się natychmiastowej wyceny firmy i szybkiej spłaty w gotówce, najlepiej zanim zięć zdąży cokolwiek „ukryć”.

Pan Marek, wciąż w żałobie, musiał jednocześnie prowadzić firmę przez kluczową inwestycję, realizować bieżącą produkcję i tłumaczyć się przed ludźmi, którzy w każdym jego ruchu widzieli próbę oszustwa.

Droga do ugody

Rozwiązanie takiej sytuacji nigdy nie polega na jednym piśmie. To szereg rozmów, spotkań i dokumentów, które trzeba wypracować, nierzadko w trudnej atmosferze rodzinnego konfliktu. Finalnie sprawę Pana Marka udało się doprowadzić do ugody, zamiast wieloletniego postępowania sądowego.

Z perspektywy warsztatu prawnika taki rezultat to duży sukces, ale ten sukces miał jednak swoją cenę.

Cena ugody

Żeby domknąć sprawę szybko i uniknąć realnego ryzyka dla płynności firmy w trakcie kluczowej inwestycji, spłata teściów została ustalona na warunkach, które trudno nazwać idealnymi, ale w zamian za to Pan Marek i spółka zyskali to, co było najistotniejsze: pewność, szybkość i koniec sporu, zanim ten zdążył zablokować realizację kontraktu na maszyny.

Gdyby umowa spółki od początku przewidywała ograniczenie wejścia spadkobierców do spółki wraz z jasno określonymi z góry warunkami spłaty, spór byłby przewidywalny: spadkobiercy nadal mieliby prawo do spłaty, ale jej zasady i sposób wyceny byłyby ustalone z góry, a sam spór nie dotykałby bieżącego zarządzania spółką. Pan Marek mógłby bez przeszkód kontynuować biznes i uczestniczyć w postępowaniu spadkowym bez presji czasu i ryzyka blokowania firmy — bo obowiązywałyby ustalone wcześniej warunki spłaty spadkobierców.

Podsumowanie

Ta historia nie jest wyjątkiem, to bardzo typowy scenariusz dla spółek, w których nikt nigdy nie zadał sobie pytania „co będzie, jeśli któryś ze wspólników nagle zniknie z tej firmy”. Wzorzec S24 nie przewiduje żadnego mechanizmu ograniczenia dziedziczenia ani z góry ustalonych warunków spłaty spadkobierców.

Należy podkreślić, że omawiany problem dotyczy także spółek o innej strukturze udziałowej.

W przypadku śmierci jednego ze wspólników i wejścia w jego miejsce spadkobierców problem będzie ten sam, gdyż jakiś pakiet udziałów wpadnie do masy spadkowej, im większy jest to pakiet, tym gorzej dla pozostałych wspólników, ponieważ do czasu zakończenia formalności związanych z dziedziczeniem spółka może zostać sparaliżowana, zwłaszcza jeżeli zmarły wspólnik był również członkiem zarządu.

Czego nie ma w umowie z S24, historia jednego udziału, który o mało nie pogrążył firmy

Czego nie ma w umowie z S24 – najczęstsze pytania

Nie wiesz od czego zacząć? Przeczytaj odpowiedzi do najczęściej zadawanych pytań.

Czy w istniejącej już spółce z S24 mogę się zabezpieczyć przed taką sytuacją?

Tak. Wystarczy zmienić umowę spółki w formie aktu notarialnego i wprowadzić do niej ograniczenie lub wyłączenie wstąpienia spadkobierców na miejsce zmarłego wspólnika wraz z jasno określonymi warunkami spłaty.

Czy jeden udział na wspólnika to zawsze błąd?

Nie zawsze, ale to bardzo częste uproszczenie, które nikomu nie przeszkadza — dopóki wszystko idzie dobrze. Problem pojawia się dopiero przy dziedziczeniu, sporze między wspólnikami albo częściowej sprzedaży udziałów. Warto to przemyśleć już na etapie zakładania spółki, a nie dopiero wtedy, gdy zrobi się to konieczne.

Co dokładnie dzieje się z udziałem zmarłego wspólnika, jeśli umowa milczy na ten temat?

Udział wchodzi do spadku i przypada spadkobiercom na zasadach ogólnych. Jeżeli spadkobierców jest kilku, stają się oni współuprawnionymi z tego samego udziału i muszą wskazać spółce wspólnego przedstawiciela. Dopóki tego nie zrobią, nie mogą samodzielnie wykonywać praw z udziału — w tym prawa głosu na zgromadzeniu wspólników, co w praktyce może zablokować podejmowanie uchwał wymagających pełnego udziału kapitału zakładowego.

Czy Twoja umowa spółki była weryfikowana pod kątem tego, co się stanie, jeżeli któryś ze wspólników umrze, wspólnicy popadną w konflikt, albo jeden ze wspólników zdecyduje się opuścić spółkę? Jeżeli nie, to dobry moment, żeby to sprawdzić, zanim zrobi to za Ciebie życie.

Wojciech Kościuk
radca prawny

Zdjęcie: Andrew Neel, Arina Krasnikova

***

Zgłoszenie zmian do KRS – co musisz zgłosić, w jakim terminie i ile to kosztuje

Zmienił się skład zarządu, spółka przeprowadziła się do innego lokalu, wspólnicy dogadali się co do nowego przedmiotu działalności – i co teraz?

Wielu przedsiębiorców zakłada, że zgłoszenia do KRS wymagają tylko „duże” zmiany, a resztę można załatwić przy okazji, kiedy znajdzie się czas. Tymczasem ustawa nie przewiduje kategorii „drobna zmiana, która może poczekać” – a termin na zgłoszenie jest krótszy, niż większości osób się wydaje.

Poniżej wyjaśniam, jakie zmiany w spółce z o.o. w ogóle podlegają zgłoszeniu do KRS, ile masz na to czasu, co grozi za spóźnienie i jak – krok po kroku – wygląda samo zgłoszenie [Czytaj dalej…]

W czym mogę Ci pomóc?

Na blogu jest wiele artykułów, w których dzielę się swoją wiedzą bezpłatnie.

Jeżeli potrzebujesz indywidualnej płatnej pomocy prawnej, to zapraszam Cię do kontaktu.

Przedstaw mi swój problem, a ja zaproponuję, co możemy wspólnie w tej sprawie zrobić i ile będzie kosztować moja praca.

Wojciech Kościuk

radca prawny

    Twoje dane osobowe będą przetwarzane przez Wojciech Kościuk Kancelaria Radcy Prawnego w celu obsługi przesłanego zapytania. Szczegóły: polityka prywatności.

    Zostaw komentarz

    Twój adres email nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

    Przewijanie do góry